Zbigniew Morsztyn

Emblema 47

EMBLEMA 47Człowiek poglądając na kompas płacze.
Napis: A zaś krótkość dni moich nie skończy się prędko. Jb. 10, 20.

Jakoż nie płakać, jak się nie frasować,
     Jako nie mam dni i godzin rachować,
Kiedy je pędzi czas niedościgniony
     Prędzej niż z kresu zawodnik puszczony.
Kują kowale, robią rzemieśnicy,
     Ludzie biegają tam, sam po ulicy
I jako muchy kręcą się po rynku,
     Nie ma cło, nie ma ratusz odpoczynku.
Zegar wybija na wysokiej wieży,
     A czas niewrotny jak bieży, tak bieży
I tak odmienne gonią się księżyce
     Jak wiatr, jak chmury, a ostre nożyce
Nielutościwa Tyranka gotuje,
     Kiedy ostatek przędze się dosnuje.
O, nieśmiertelny, który milijony
     Lat masz za moment, przedłuż ukrócony
Czas życia mego, wszakże Twoja zdoła
     Wszechmocność cofnąć i słoneczne koła;
Jakoś niekiedy na płacz i kwilenie
     Chorego króla przez cofnione cienie
Dał znak łaski Twej, tak mnie kres ostatni
     Cofnij i nie daj wgarnąć mię do matni
Okrutnej śmierci, a ja ten czas cale
     Strawię pomkniony na Twej świętej chwale.